Dlaczego finansiści zarabiają tak dużo pieniędzy

17 lutego 2021
Category: Oceny Kredytowej

Dlaczego finansiści zarabiają tak dużo pieniędzy? Inżynierowie i fizycy również są bardzo inteligentni, ale nie zarabiają porównywalnych pensji. Nauczyciele i profesorowie – w przeciwieństwie do większości finansistów – wszyscy mają stopnie naukowe, ale zarabiają niewielki ułamek tego, co zarabiają finansiści. Nie są też szczególnie lubiani ani podziwiani finansiści (w przeciwieństwie do lekarzy, którzy mają wysokie pensje i są powszechnie szanowani). W rzeczywistości w literaturze i Biblii lichwiarze są często przedstawiani jako niesmaczni i drapieżni.

Dobra lub gorsza (przeważnie lepsza) nasza gospodarka wolnorynkowa opiera się na dążeniu do zysku przy podejmowaniu decyzji gospodarczych. System nie rozróżnia zysków z produkcji i zysków z usług lub finansów. A jeśli są pieniądze do zarobienia w finansach, mądrzy ludzie wyjdą i to zrobią. W związku z tym pojawia się pytanie: co robi sektor finansowy, co jest tak ważne dla gospodarki, że generuje tak duże dochody i tak dużą pomoc, nawet jeśli radzi sobie źle?

Większość ludzi nie rozumie finansów, ponieważ widzą świat oczami pożyczkobiorcy. Nie mają dużo dodatkowej gotówki do zainwestowania, ale wymagają sporadycznej pożyczki na zakup domu lub samochodu, a może na wysłanie syna lub córki na studia.

Pogląd pożyczkodawcy na dług jest zupełnie inny. Osoba dysponująca pieniędzmi próbuje zdecydować, jak bezpiecznie uzyskać najwyższy możliwy zwrot. Pożyczkodawca ma różne opcje i rozważa potencjalne korzyści i ryzyko. Nie ma pilności, ponieważ są to nadwyżki środków pożyczkodawcy, które mogą łatwo znaleźć bezpieczną przystań.

W zamian za opłatę finansujący odgrywa rolę gromadzenia pieniędzy od tych, którzy je posiadają, i dystrybucji ich tym, którzy ich potrzebują. Finansiści, ponieważ znajdują się w centrum przepływu pieniędzy do konsumentów, rządów i przedsiębiorstw, kontrolują siłę napędową gospodarki.

W dzisiejszym świecie rola finansisty ogromnie wzrosła i to jest podstawa bogactwa finansowego i jego centralnej pozycji w naszej gospodarce. Od 1945 do 1980 r. Ustawa Glassa-Steagalla podzieliła funkcje finansowe na oddzielne instytucje: banki oszczędnościowo-pożyczkowe (S&L) ograniczały się do udzielania kredytów hipotecznych; banki komercyjne nie mogły działać ponad granicami stanu i obsługiwać lokalne firmy; Banki w Nowym Jorku obsługiwały duże firmy; firmy ubezpieczeniowe ostrożnie inwestowały; kilka firm obsługiwało klientów o wysokich dochodach; a banki inwestycyjne obsługiwały duże przedsiębiorstwa w zakresie fuzji, przejęć oraz emisji obligacji i akcji.

Dziś S&L odgrywają bardzo małą rolę w większej gospodarce, największe banki komercyjne i inwestycyjne stały się holdingami bankowymi, a konkurencja stała się globalna. Duzi inwestorzy obejmują fundusze hedgingowe, private equity, rynek pieniężny, emerytalne i państwowe fundusze majątkowe, a także fundusze uniwersyteckie, firmy ubezpieczeniowe i firmy z nadwyżką gotówki.

W tym środowisku instytucje finansowe oferują szereg usług o wysokiej cenie, które firmy i inwestorzy uważają za warte poniesienia. To bardzo konkurencyjny rynek, a klienci płacą za to, co uważają za wyższe zyski, mniejsze ryzyko i niższe koszty kapitału. Podczas gdy sprzedaż finansowa jest intensywna, nabywcami są bardzo doświadczeni inwestorzy.

Finanse to niezwykła branża, ponieważ wykorzystuje głównie pieniądze innych ludzi i handluje długoterminowymi aktywami, które dziś nie mają określonej wartości. Zachęty są wypaczone, aby podejmować wielkie ryzyko, a euforia rosnącego rynku często przesłania ocenę praktycznie wszystkich zaangażowanych osób. W rezultacie urok wielkiego bogactwa doprowadził do wielu oszustw, manii i późniejszej paniki.

Niedawny krach na rynku mieszkaniowym jest przykładem tego, co finansiści o dużej sile mogą zrobić dobrze, a co nie.

Z jednej strony proces sekurytyzacji wydawał się przenosić ryzyko na tych, którzy byli skłonni go utrzymać i udzielać pożyczek tym, którzy tego potrzebowali. Wydaje się, że finansowanie strukturyzowane, nadając priorytet przepływom pieniężnym, tworzyło obligacje, które przy rozsądnych założeniach miały bardzo niskie prawdopodobieństwo niewykonania zobowiązania. System pozornie stał się jeszcze bezpieczniejszy, gdy niektórzy inwestorzy używali swapów ryzyka kredytowego jako ubezpieczenia na wypadek niewykonania zobowiązania.

Kiedy stopy procentowe były niskie w latach 2002-2004, fala refinansowania i ekspansja kredytów subprime doprowadziły do ​​wzrostu udziału własności domów, zwłaszcza wśród osób o niskich dochodach.

Gdy stopy procentowe wzrosły w 2005 roku, rynek ten wyschł. W obliczu utraty lukratywnej krowy gotówkowej firmy finansowe poinstruowały kredytodawców hipotecznych, aby zmienili kwalifikujące się zasady (zezwalając pożyczkobiorcom na uzyskanie niższej oceny kredytowej, udzielając pożyczek o wysokiej wartości kredytu do wartości domu, nie wymagając dokumentowania dochodów i aktywów oraz zezwalając na wyższy stosunek spłaty zadłużenia do dochodu). Jednocześnie ci mniej zdolni finansowo pożyczkobiorcy otrzymali ARM ze stawkami zwiastującymi. Oczywiście wszystkie te dodatkowe pożyczki przyczyniły się do największego krótkoterminowego wzrostu cen mieszkań w historii.

Jak wiemy, proces wszedł w jedną z faz manii, ponieważ niewiele osób rozpoznało zmianę okoliczności. Po pierwsze, wiele kredytów hipotecznych zostało udzielonych osobom, które miały niewielkie szanse na ich spłatę – i nie było szans na ich spłatę, gdy ceny mieszkań przestały rosnąć o 10% rocznie. Po drugie, wielu inwestorów zmaksymalizowało rentowność, wykorzystując dużo długu (dźwignię finansową), co spowodowało, że straty bardzo szybko narastały, gdy rynek się odwrócił. Po trzecie, wiele instrumentów zostało kupionych przez inwestorów, którzy polegali na pożądanym ratingu AAA nadanym przez agencje ratingowe. Po czwarte i wreszcie, było tak wiele powiązanych ze sobą umów, że nie można było ich rozdzielić, gdy system był obciążony.

W obliczu argumentów dotyczących kruchości systemu wielu analityków finansowych, rządowych organów regulacyjnych i inwestorów odważnie odrzuciło negatywistów z ręki.

Niektórych ludzi nie dało się tak łatwo oszukać. Na przykład Robert Shiller i Nouriel Roubini (który pisze felieton dla Forbesa) napisali wiele artykułów na temat szalonego wzrostu cen mieszkań. Jamie Dimon z JPMorgan postanowił w 2006 r. Zmniejszyć ekspozycję swojej firmy na obligacje subprime i wprowadzić więcej zabezpieczeń; Nieco później Morgan Stanley ograniczył swoje straty podobnymi zakładami pod zastaw kredytów hipotecznych subprime. Wreszcie John Paulson i kilku innych krótkich sprzedawców mocno stawia na nadchodzący kryzys.

Inni widzieli niebezpieczeństwa, ale nie docenili ryzyka. Spojrzeli na swoje bilanse i pomyśleli, że mogą przetrwać każdą burzę. Pocieszono ich, że poprzednie „kryzysy ostatnich 30 lat można było dość łatwo opanować – np. Kryzys S&L, krach na giełdzie w 1987 i 2001 r. Oraz upadek długoterminowego zarządzania kapitałem.

Dziś koszty nadwyżki finansowej wydają się bardzo wysokie. Ale jaka jest alternatywa – tablica planowania w stylu sowieckim? Bez realistycznej alternatywy branża finansowa musiała zostać uratowana w latach 2008 i 2009, bez względu na koszty. Nigdy nie dowiemy się, jaka byłaby przyszłość, gdybyśmy pozwolili bankrutować większej liczbie firm finansowych. Jednak większość ekonomistów uważa, że ​​kosztowałoby to więcej zarówno zasobów materialnych, jak i ludzkich, i teraz możemy mieć stopę bezrobocia na poziomie 15–20% (w przeciwieństwie do 9,7% z zeszłego miesiąca).

Idąc dalej, wyróżniają się trzy rzeczy.

Po pierwsze, błędem jest twierdzenie, że finansiści „idą na swoje stare sposoby, torując drogę do kolejnego wielkiego kryzysu finansowego. Obecny kryzys był spowodowany błędami popełnionymi przez wielu graczy, którzy nauczyli się pewnych lekcji i wkrótce nie będą się zachowywać w ten sam sposób. W szczególności bardzo trudno będzie znaleźć nabywców na obligacje, które nie są wyraźnie solidne.

Po drugie, chociaż prawdopodobnie nie nastąpi wkrótce kolejny „duży, historia pokazuje, że powinniśmy spodziewać się okresowych mini-kryzysów co pięć lat. Z tego powodu musimy stworzyć ramy regulacyjne, które zapewnią, że kolejny kryzys przyniesie możliwe do opanowania straty.

Po trzecie, nie ma łatwego sposobu na ograniczenie wysokich zarobków finansowych. Najlepsze, co możemy zrobić, to powiązać premie z długoterminowymi wynikami i odłożyć ich wypłatę. Jeśli jednak wysokie płace nadal budzą obawy opinii publicznej, najłatwiejszym rozwiązaniem jest podwyższenie krańcowych stawek podatkowych dla osób o wysokich dochodach – być może do 45% w przypadku zarobków powyżej 1 mln USD (w tym opcje na akcje w formie gotówki jako odroczone zyski) i 55% w przypadku zarobki powyżej 5 lub 10 milionów dolarów. Nie ma powodu, aby wyróżniać finansistów, a te stawki podatkowe powinny mieć zastosowanie do wszystkich osób o wysokich dochodach.

Stephen J. Rose jest profesorem naukowym w Centre on Education and the Workforce Uniwersytetu Georgetown oraz autorem książki Rebound: Why America Will Emerge Stronger from the Financial Crisis (dostępna w kwietniu 2010).

Przeczytaj więcej Opinie Forbesa tutaj .

We use cookies to provide you with the best possible experience. By continuing, we will assume that you agree to our cookie policy